wtorek, 1 marca 2016

ULUBIONE SCENY Z TVD

   Tak jak zapowiedziałem, jest kolejny wpis. Trochę się naszukałem moich ulubionych scen i zapewniam Was, że to nie są wszystkie. Znalazłoby się jeszcze kilka, ale te utknęły mi głęboko w pamięci. W większości są to smutne sceny, bo takie właśnie chwytają mnie za serce. A wszyscy wiemy, że jak coś chwyci za serce to mocno trzyma.
Przy niektórych scenach prawie uroniłem łzy, tak się wczuwałem w relacje między postaciami...
Wkleiłem hiperłącza, które przekierują na YouTube gdzie są poszczególne fragmenty z serialu.
Chętnie dowiem się jakie sceny spośród tych tutaj Wy lubicie najbardziej. :) Oczywiście tyczy się to tych, którzy oglądają Pamiętniki Wampirów.
Zapraszam!













Z danej chwili...

Cześć wszystkim! Przedarłem się przez mocne pajęczyny ale udało mi się w końcu tutaj dotrzeć. Po długim namyśle postanowiłem to i owo tutaj dodać. Nie będzie dużo wpisów bo aż... raz... dwa... tak, trzy wpisy. :) W sumie już dwa bo ten jest pierwszy. Wprawdzie mniej tematyczny ale "Z danej chwili..." też się przecież liczy.
Niedawno wróciłem do domu po pracy, zjadłem obiad i od razu sobie przypomniałem. W duchu sobie obiecałem, że coś Wam tutaj wrzucę, myślałem o tym już wczoraj ale nie chciało mi się włączać komputera. Dziś się zmobilizowałem. Oba wpisy będą o tym samym tzn. (no ok napiszę) o Pamiętnikach Wampirów. W pierwszym postanowiłem dodać swoje ulubione sceny z serialu, a drugi będzie ode mnie wymagał nieco więcej pracy. Kurcze... i tak sobie myślę, że źle napisałem. Dziś tego drugiego nie dodam. Chcę zrobić krótki filmik z odcinków i trzeba je pobrać. Sama robocizna nie będzie długa, w jedno popołudnie powinienem się wyrobić. Nie wiem jak mi pójdzie zbieranie materiałów. Zobaczymy... Najpierw prostszy post!

sobota, 6 lutego 2016


   Wiecie... piszę ten post z przekonaniem, że przeczytają to może 3 osoby. Pomyślałem jednak, że warto, chociażby właśnie dla nich. Wiem, że mogłem zawalczyć o większą liczbę czytelników, ale w prowadzeniu bloga na pewno nie o to chodzi, nie o pisanie na siłę. Po prostu nic się takiego nie dzieje, nie mam o czym pisać no i nie miałem ostatnio snów, które mógłbym opowiedzieć... do dziś.
Poprzedniej nocy również miałem sen ale nie zdecydowałem się na napisanie o nim ponieważ nie był on szczególnie rozwinięty i mało z niego pamiętam. Ten najświeższy też obszerny nie był, ale spodobała mi się w nim jedna scena. :) Jaki to ja byłem mądry w tym śnie... a było tak...
   Przejdę do głównego wątku, bo początku naprawdę nie pamiętam. Moja mama została porwana przez porywacza, który wyglądał jak Joker z Batmana. Wiem... dziecinne, ale tak było. Zabrał ją na dół, do piwnicy w naszej kamienicy (rymuję). Chciałem oczywiście jej pomóc jak najszybciej. Zszedłem na dół i zacząłem jej szukać, na moje nieszczęście w naszej piwnicy jest kilka pomieszczeń zabitych deskami, zamkniętych na kłódkę. Sprawdziłem każde "drzwi" i szukałem przy pomocy latarki mamy. Między deskami były centymetrowe szpary więc było to możliwe. Gdy wreszcie ją znalazłem próbowałem otworzyć drzwi, na próżno... miały kłódkę. Powiedziałem, że jej nie zostawię i żeby jeszcze trochę wytrzymała.
Schowałem się w jednej z uliczek piwnicy z planem. Wkrótce musi po nią wrócić, musi tu zajrzeć i tak się stało. Łotr o twarzy Jokera zszedł po schodach i ruszył do pomieszczenia gdzie ukrył mamę. Otworzył drzwi i ją chwycił. Pociągną za sobą i powiedział "idziemy". Obserwowałem wszystko z ukrycia i specjalnie nie ruszyłem naprzód. Pomyślałem, że gdybym teraz wyskoczył to mógłby ponownie ją szybko zamknąć i w razie gdybym przegrał walkę ona wciąż byłaby zamknięta.
A tak... wyszedł z nią po schodach na klatkę schodową, wtedy szybko ruszyłem za nimi. Wyszedłem z piwnicy i rzuciłem się na niego. Walczyliśmy i zapewne jak się domyślacie wygrałem. Uderzyłem go w głowę kamieniem, który przytrzymywał drzwi przed zamknięciem się. Stracił przytomność, a mama była wolna. Udało mi się i innego scenariusza sobie nie wyobrażam, nawet jeśli to był tylko sen, krótki sen.
   Czekam na kolejne bo chociaż w moim życiu nic się nie dzieje to nocą coś może. :)

czwartek, 31 grudnia 2015

PODSUMOWANIE ROKU 2015

   Słowem wstępu chciałem napisać, krótkie z danej chwili... siedzę w domu sam z babcią i absolutnie nie cieszę się z tej nocy. Nie bawię się i po prostu nie znoszę Sylwestra. Tyle... miało być krótko więc jest.
   Osoby, które dzielnie śledzą mojego bloga pamiętają, że dokładnie rok temu napisałem własne życzenia noworoczne. Nadszedł czas bym podsumował ten rok i sprawdzę co się spełniło/zmieniło. a co nie. Przekonajmy się! Najpierw wrzucę wszystkie życzenia, pod nimi dodam odpowiedź jak faktycznie było. Zaczynamy.

1. Pragnę przez kolejny rok była ze mną cała rodzina w komplecie.
- na szczęście tak też się stało. <3
2. Chcę by każdemu dopisywało zdrowie.
- przeziębienia itp. były ale to chyba normalne, poważniejszych chorób nie było.
3. Bym nie kłócił się tak bardzo z ojcem. (on z resztą rodziny też).
- aż takich ostrych kłótni nie było, pojedyncze (z fochem na kilkanaście minut, kilka godzin owszem)
4. By ojciec tyle nie pił.
- eh... pije tyle samo
5. Żebym nie stracił kontaktu z osobami, na których mi zależy.
- straciłem niestety kontakt z kilkoma osobami
6. Odnosząc się do punktu wyżej: chcę by Ada była tą samą dziewczyną co jest teraz i by się nie  zmieniała. By Monika... znalazła kogoś lepszego ode mnie i by on zapewnił jej szczęście, którego w tym roku (a przynajmniej pod koniec) nie zaznała. Przepraszam.
- Ada jest tą samą dziewczyną co była, może troszkę bardziej maruda się zrobiła. ;p Monika... nie wiem w końcu czy kogoś ma czy nie. W pewnym momencie byłem przekonany, że ma.
7. Życzę sobie by ten rok był dla mnie łaskawszy jeśli chodzi o ból. Nie chcę go już tak odczuwać. Mam dość bólu głowy, nerek, brzucha dziwnych napadów gorąca i niepokoju.
- tutaj nic się nie zmieniło, no może w drugiej połowie bolała mnie mniej głowa
8. Pragnę by w pracy układało mi się tak dobrze jak do tej pory i bym się w niej nie stresował.
 To samo tyczy się mojej siostry- bo jak ja zaczęła w tym roku swoją pracę.
- w pracy jest ok. Wiadomo są momenty "grozy" ale chyba w każdej robocie tak jest. Siostry tyczy się to samo.
9. Życzenie dla Dropsia: by był nadal kochanym ptaszkiem i żeby nie był tak złośliwy rano gdy w łóżku leżę. Niech żyje jak najdłużej.
- moja ptaszyna jest tak samo kochana jak była <3
10. By mama się tak nie denerwowała i by miała mniej na głowie.
- chyba nadal się denerwuje, w pracy ma różne stresujące sytuacje i w domu jest też nerwowa, czasami niepotrzebnie, ale już wpływu na to nie mam. Taka po prostu jest.
11. Życzę sobie wygranej w lotto- w grę, w którą zacząłem namiętnie grać.
- nie wygrałem i przestałem grać. ;p
12. Chcę się mniej smucić.
- smucę się tak samo, nie raz moczyłem poduszkę
13. Latem jeśli mogę prosić... o mniejszy upał, 26 stopni w słońcu styknie. (max)
- tu mi lato na złość zrobiło... kurde 40 stopniowe upały! Okropność :/
14. Żeby moi czytelnicy się nie zawiedli czytając bloga. <3
- nie zawiedliście się co? Fakt... rzadko piszę.
15. Pragnę też przeprosić wszystkich tych, których w starym roku zasmuciłem i obraziłem. Dlatego w tym miejscu moim życzeniem jest otrzymanie ich wybaczenia.
- od kilku osób je otrzymałem <3
16. Chcę nadal poznawać na asku cudownych ludzi! Pozdrawiam: Martę, Panią Tolerancyjną, Marcina, Żelka, Marcela, Julkę, Natalię, Rudą, Dominika... a no niech będzie Arcyksięcia oraz wszystkich tych, których nie wymieniłem, a których mam na gg.
- tu się nie powiodło, tracę kontakty, nie poznają już tylu osób. Z tych co wymieniłem zostały 2 osoby.
17. To życzenie jest skryte głęboko w sercu bo gdzieś tam... chcę znaleźć drugą połowę, która będzie mnie wspierać, kochać i która stanie się większym sensem życie, którego nie mam.
- chyba wszyscy znamy odpowiedź na to pytanie
18. Chciałem dobić do 20 punktu ale Ada mnie popędza i w sumie... nie wiem co jeszcze mógłbym napisać.
- teraz też jest podobnie heh ale nie popędza, wpadła na pomysł z tym wpisem

Cytat ze starego wpisu: "Zdaję sobie sprawę, że to nie tylko życzenia ale też wszystko to co bym chciał zmienić. Dużo chcę, a nie zawsze wszystko można. Napisałem to co przyszło mi na myśl jako pierwsze. Gdybym się zastanowił pewnie wyszłoby więcej podpunktów. A nie... czekajcie..."
 
20. W imieniu wspomnianej Ady: chcę dla niej gwiazdkę z nieba.
- nie dostałem dla niej gwiazdki z nieba, sama się nią stała

poniedziałek, 28 grudnia 2015


   Tak się składa, że poprzedni wpis był tej samej tematyki - sen. Ubiegłej nocy śnił mi się co najmniej dziwny (jakbym ja miał normalne sny...). W tej chwili nie wydaje mi się on tak straszny, ale jak o zwykle bywa gdy znalazłem się w takiej. a nie innej niecodziennej sytuacji miałem pietra. Obudziłem się z przyspieszonym biciem serca i było mi gorąco. Opowiem o tym co widziałem pod zamkniętymi powiekami.
   Sama lokalizacja miejsca, w którym toczyła się akcja dowodzi na to jak bardzo szalony mam umysł. Towarzyszyły mi tłumy ludzi, dokładniej były osoby ze szkoły, moja dawna klasa i inne. Na pierwszy rzut oka wyglądało to jak zwykła szkoła (bo tyle osób w młodym wieku) ale oczywiście nie do końca tak było. Całe wnętrze budynku wyglądało jak moja praca, tj. korytarze, pomieszczenia, laboratoria, nawet winda i schody. Tak jakby szkołę przenieść do budynku firmy. Trzecią dziwną rzeczą było to, że cały kompleks znajdował się... w kościele mojej parafii. Jak się obudziłem i myślałem o tym to aż sam siebie zadziwiłem. Co ja potrafię ze sobą poplątać. Osoby ze szkoły, w pomieszczeniach z pracy, w budynku kościoła. Paranoja... No ale do rzeczy, bo się rozpisałem.
Z początku nic takiego się nie działo, zwyczajna rutyna. Nagle zawyły syreny do ewakuacji, zrobiło się zamieszanie, dlaczego? Ogłoszono, że w budynku pojawiły się... uwaga, proszę się nie śmiać- Welociraptory. Tak dla wyjaśnienia jakby ktoś nie oglądał Jurassic Park:


Całe stado dostało się do budynku. Wszyscy zaczęli uciekać, oczywiście nasz dział/klasa- nie wiem jak to ująć... był najwyżej umieszczoną grupą, na najwyższym piętrze. Nie nie wiem co mi do głowy strzeliło by dokończyć to co miałem do roboty, czyli wywiezienie na wózku pustych butelek zwrotnych. Z koleżanką pomyśleliśmy, że skoro i tak na dół musimy się dostać to zawieziemy i te butelki do magazynów w podziemiach. Chwyciłem za wózek, a koleżanka miała otwierać drzwi. Podeszłą do pierwszych ale znieruchomiała. Wychyliłem się i zobaczyłem przez przeszklone drzwi Welociraptora, który "kukał" do środka. Serce podeszło mi do gardła, już myślałem o najgorszym gdy nagle usłyszeliśmy ich nawoływanie- bardzo charakterystyczne...


Jaszczur wycofał się, a my uszliśmy z życiem. Wyszliśmy z pomieszczenia na korytarz i dalej na klatkę schodową gdzie było pełno spanikowanych ludzi. W końcu zostawiliśmy naszą robotę i postanowiliśmy uciekać, jak najdalej od tego miejsca. Wybiegliśmy z kościoła. Przed gł. wejściem zebrał się już spory tłum ludzi nie wiedzących co robić. My również stanęliśmy i zwątpiliśmy co dalej. W pewnym momencie mój wzrok przykuło coś wyżej. Spojrzałem w górę na wyższe piętro, widziałem w oknach świecące się światło i pełno osób. Stali przy oknach i w wielkim zdenerwowaniu wymachiwali rękoma. Pomyślałem, że wołają o pomoc, że stado dostało się na ich piętro- taką miałem myśl, że giną. W pewnej chwili ktoś otworzył okno... To pułapka! - krzyknęła znajoma z okna. Zwątpiłem, faktycznie na zewnątrz było za cicho i za spokojnie. Te bestie pozwoliły nam wyjść na zewnątrz, były wszędzie dookoła, otoczyły nas na otwartej przestrzeni. Podaliśmy się im jak na tacy. Nie widzieliśmy ich, bo one chowały się wszędzie, po prostu to przeczuwaliśmy. Ludzie z okna widzieli wszystko, nie można było im nie ufać. 
Chwyciłem koleżankę za rękę i powiedziałem, że musimy się stamtąd wynosić, teraz! Pobiegliśmy na drugą stronę ulicy i kazałem jej się wspiąć na słup, taki na którym się reklamy wiesza. Był porośnięty jakimś bluszczem. Skryliśmy się w nim by nie zwracać na siebie uwagi i czekaliśmy... Wtedy... zacząłem się budzić (cholera jasna). W takim momencie... nie wiem jak się to wszystko skończyło i wiecie co... we śnie wiedziałem, że się budzę. Czułem to, byłem jedną nogą w tamtym miejscu i jedną nogą u siebie w łóżku. Miałem wrażenie, że mam nad tym kontrolę, że mogę wybrać gdzie chcę być, ale ostatecznie odpłynąłem i otworzyłem oczy. Byłem wypełniony emocjami, tak jak we śnie. Ten moment oczekiwania, niewiedzy i zwątpienia - co dalej... przeniósł się na mnie do świata rzeczywistego. Z jednej strony chciałem wszystko dokończyć i przekonać się jaki był koniec. Niestety nie było mi to dane. Szkoda... 
Z filmu wiem, że ten gatunek dinozaurów był jednym z najbardziej rozwiniętych umysłowo stworzeń w tamtych czasach i taka pułapka dla niech to pestka. Nawet we śnie były mądre. Kluczowy był jeden moment: jeden osobnik, który się czaił przez szklane drzwi wydał z siebie ten dźwięk. Wtedy doszły do porozumienia, któryś z nich zwołał wszystkich i zastawiły na nas pułapkę. To było pewne.

   Nie powiem, choć sen nie należał do przyjemnych to podobał mi się. Był dziwny i może dla niektórych dziecinny, ale moim zdaniem... był przede wszystkim mądry. Idealnie zobrazował inteligencję tych stworzeń. 



sobota, 5 grudnia 2015


   Sen po śnie? Dlaczego nie. Tak się złożyło, że sąsiadujące ze sobą wpisy dotyczą moich snów. Ubiegłej nocy miałem całkiem przyjemny, ciekawi i co za tym idzie krótki sen. Po przebudzeniu czułem się... cudownie, aż się pod nosem uśmiechnąłem. Z początku sądziłem, że sobie po prostu o tym myślałem- bo przebudziłem się nad ranem. Zdałem sobie jednak sprawę, że to mi się śniło...
   Tradycyjnie to najmniej istotne nie jest zapamiętane dokładnie. Znalazłem się nad jeziorem, a dokładniej na takim jakby klifie, bo jezioro obserwowałem z góry. Dopiero do niego zmierzałem wraz z kilkoma bliżej mi teraz nie rozpoznanymi (znajomo ze szkoły czy coś takiego- nie pamiętam). Spojrzałem na plażę i obserwowałem pewną dziewczynkę, która bawiła się w wodzie. Nic niezwykłego gdyby nie fakt, który zapewne uznacie za śmieszny. Na brzegu, na płyciźnie wylegiwał się wąż. We śnie uznawaliśmy go za boe, jednak sam wiem co widziałem we śnie i sprostuję to. To była anakonda, olbrzymia! Dziewczynka pływała i na jej nieszczęście wąż się nią zainteresował. Krzyczałem by wychodziła z wody ale ona spanikowała, nie wiedziała co ma robić. Anakonda ruszyła w jej kierunku, a ja zacząłem robić hałas z nadzieją, że się przestraszy. Na nic się to zdało. Wąż zaczął podpływać do dziewczynki, okrążył ją, ale nie atakował, przymierzał się. Dziecko dopływało do brzegu gdy wąż zbliżył się do niej na niebezpiecznie bliską odległość. Zareagowałem i chwyciłem co miałem pod ręką... był to jakiś badyl (patyk) i rzuciłem nim w węża. O dziwo się wystraszył i odpłynął. Dziewczynka dotarła do brzegu i zaczęła się wspinać po klifie. Zatrzymała się na "półce skalnej". Zszedłem po nią, wtuliła się we mnie, a ja spytałem- no i po co weszłaś do wody widząc, że ten wąż był na brzegu? A ona odparła: Bo tam dalej pływa łódź... i są na niej przystojni marynarze. Wiem, że może to się wydać śmieszne z ust takiej dziewczynki, ale coś takiego odpowiedziała. Ja wtedy odparłem: Przystojni panowie są nie tylko tam na łodzi... i się uśmiechnąłem, ona znowu mnie przytuliła. Chwyciłem ją i zabrałem z tamtego miejsca.
   Uroczy sen i po przebudzeniu uśmiech nie schodził mi z twarzy.

wtorek, 24 listopada 2015

POCIĄG WIDMO


   Biję sam siebie w duchu, że od razi nie napisałem tego co zaraz przeczytacie. Planowałem ten wpis już w sobotę, po tym jak w nocy to wszystko mi się przyśniło. Oczywiście teraz mam ogromną lukę w pamięci i mogę Was teraz zadowolić jedynie skrótami myślowymi. Na szczęście mam coś, co jest powiązane z tym snem i co możecie samo obejrzeć. Na pewno dokładniej Wam to wszystko zobrazuje niż moje chaotyczne pisanie. Ale spróbuję...
Zapewne wszyscy ci, którzy umieli już liczyć i pisać w latach 90 znali serial "Czy boisz się ciemności?". Otóż był to mój ulubiony seans, który leciał w tv jeszcze na kanale RTL7 (później TVN7). Nie mam pojęcia dlaczego fabuła jednego z odcinków śniła mi się właśnie w nocy z piątku na sobotę. W wielkim skrócie napiszę, że byłem jakby gł. bohaterem tego odcinka, albo obserwatorem całej akcji, która miała miejsce w... pociągu / kolejce elektrycznej. Zabawne? No nie do końca bo jak sami obejrzycie (mam nadzieję) odcinek to się przekonacie, że to mało przyjemne.
We śnie wyglądało to bardzo podobnie. Jechałem pociągiem, nie był on przeludniony ale kilka osób siedziało ze mną w wagonie. Żaden z nich się specjalnie nie poruszał, nic nie mówili. Jeden starszy pan czytał gazetę, inni wpatrywali się w okna. Zupełnie jak lalki. Sprawiali dziwne wrażenie i czułem się nieswojo. Oczywiście cała droga trwała kilka ładnych minut snu, przynajmniej tak mi się zdaje. Kulminacyjny moment był wtedy, gdy po powrocie do domu zacząłem sprzątanie. Odkopałem stary kufer z moimi zabawkami. W dłoń wpadła mi kolejka elektryczna, a raczej jej poszczególne wagony. Przyglądałem im się uważnie, zdmuchnąłem resztki kurzu i co ujrzałem? Przez okienka wagonu dostrzegłem figurki pasażerów, które przecież wcześniej też tam były. Nie byłoby to szokujące gdyby te osoby nie były właśnie tymi pasażerami, których widziałem tego samego dnia jadąc pociągiem. Znajdowali się w tych samych pozycjach i byli identycznie ubrani. Obie wersje postaci tak samo nieruchome, bez życia... To było nie do pomyślenia i pamiętam, że we śnie nie wiedziałem co robić i co o tym wszystkim myśleć.
Pamiętam, że zaraz po tym odkryciu się obudziłem. O to właśnie chodziło w tym krótkim śnie, właśnie o ten wątek. Brakowało tu konkretnej fabuły, z resztą... chyba w większości moich snów wyraźny jest jeden element, który zapamiętuję. Pomieszałem? Nie jest to tak bardzo skomplikowane chyba. Zachęcam Was do obejrzenia tego odcinka. Trwa ok. 25 min. ;) Nie zaliczam tego do najstraszniejszych horrorów ale tak jak mój sen, serial można nazwać dreszczykiem. Polecam!

Poniżej link do odcinka:

niedziela, 15 listopada 2015

Z danej chwili...

   Na życzenie anonima, którego serdecznie pozdrawiam i dziękuję, że mnie namawia do napisania czegokolwiek tutaj... Oto jestem. Wybrałem najprostszą wersję wpisu, ponieważ podzielę się czymś z Wami. Zachorowałem- znowu. Gardło mnie okropnie boli- znowu. Leżę w łóżku- znowu. W tym roku moje gardło daje o sobie znać zdecydowanie za często. Tak, tak, wiem. Już się zapisałem do lekarza. Jak wieczorem nie będzie wysokiej gorączki i rano będę się w miarę czuł to pójdę do pracy, a wieczorem do lekarza. Niech nikt na mnie nie krzyczy tylko. 
Hah zawsze pisałem, że nic się nie zmienia i nie mam czego tu zamieszczać. A jednak, choroba to też zmiana. :)
   No ale dość o tym. Zauważyliście, że mamy święta Bożego Narodzenia w listopadzie?! Nosz cholera jasna. Jak widzę te dekoracje, choinkę przed dworcem i renifery na markecie to moje zwykle niskie ciśnienie skacze do niebezpiecznego poziomu. -.- Potem się ludzie dziwią, że nie ma atmosfery świat. Jak ma być skoro nasz wzrok przyzwyczaja się do świątecznych gadżetów od listopada? Niech te renifery biorą Mikołaja z choinką pod pachą  z powrotem na biegun. Ba... może niech od razu zająca wielkanocnego zawołaja. No proszę Was, dlaczego oni muszą być tak do przodu? Rozumiem jeszcze  żeby na Mikołaja w grudniu z tym wyjechali, ale nie teraz. Naprawdę coraz wcześniej się te święta zaczynają. 
Śmiałem się gdy na asku dałem reklamę coca coli z zapowiedzią, że jeszcze trochę i co? W tym tygodniu już leciała. Xd Może nam jakieś zdolności? Hmm... lepiej przestanę i tym zającu myśleć bo jeszcze przykica. 
   Tak czy inaczej czas leci nieubłaganie szybko. Szczęście, że jest jeszcze w miarę ciepło jak na tę porę roku. 
Zakończę wpis i nastukam ostatnie zdanie. Trwajcie w zdrowiu bez bólu gardła! ;)

środa, 21 października 2015

21 październik 2015r.

   Kto oglądał pewien film ten wie o co chodzi, kto słuchał radia bądź oglądał dziś tv- też wie. 21 października 2015 roku to data, która została rozsławiona przez pewien film z 1989r. "Powrót do przyszłości"- kojarzycie ten film? Jeśli tak to świetnie, jeśli nie to Wam przypomnę. Dokładnie chodzi o 2 część tego świetnego i kultowego dzieła lat 89.


Wspomniany film bazował na wehikule, którym bohaterowie podróżowali w czasie. To właśnie w 3 części przenieśli się do roku 2015- gdzie w tamtych czasach był to rok bardzo odległy i wgl. człowiek nie pomyślał, że dożyje tych lat (biorąc pod uwagę oczywiście końce świata, które zresztą... w cudowny sposób przeżyliśmy). Do czego zmierzam... w filmie rok 2015 wyglądał jak żywcem wyjęty z bajki "Jetsonowie". Pojazdy unosiły się nad ziemią, deski latały (deskolotki), maleńka pizza rosła i podgrzewała się w czymś na wzór naszej mikrofalówki, mężczyźni nosili dwa krawaty, a buty ubrania same się dopasowały do nosiciela. Co mamy w faktycznym roku 2015? Daleko mu do tego wymyślonego przez reżysera. Gdzie te wszystkie lewitujące przedmioty? Gdzie ciuchy w uniwersalnym rozmiarze dla wszystkich? 


Moda się zmienia, ale aż tak kosmicznych łaszków nie mamy. Dowód na to, że cywilizacja nie rozwija się na tyle szybko jak się tego spodziewali ludzie w 89 roku.
Muszę przyznać, że niektóre rzeczy troszkę przypominają te wymyślone. Coś nam się udało. Mamy hologramy, filmy 3D, wprawdzie samochody nie lewitują, ale pierwsze prototypy elektryczne powstają. Są dotykowe ekrany, telefony itp. Jest mikrofalówka, która w krótkim czasie podgrzewa jedzenie- ok... nie powiększając go. No nie ważne, co innego film co innego realia. Fajne jest jednak to, że dożyliśmy tych czasów, które w filmie były tak odległe, w końcu to różnica 26 lat. :) 



niedziela, 4 października 2015

PO IMPREZIE

   Wpis zupełnie nie planowany. Postanowiłem napisać kilka zdań o tym co się działo w piątkowy wieczór. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się tak dobrego i entuzjastycznego zakończenia.
Jak wiele osób wie, nie jestem typem imprezowicza i wszelkie tańce i grupowe spotkania nigdy nie należały do moich ulubionych zajęć. Zawsze się wymigałem od pójścia gdziekolwiek, W pamięci zostawały mi nieudane nudne wesela i 18 kuzynostwa. Nie piłem to było sztywno i się nudziłem. Nie miałem odwagi, której... no właśnie - nie brakowało mi w ten piątek. :)
Wypadało iść, impreza firmowa, wszyscy byli to i ja musiałem być. Było super! Z początku owszem, troszkę cicho, każdy siedział, rozmawiał i nie wiedział co można jeść, pić i czy samemu się obsłużyć. Śmiesznie było jak cały stół (a było ich ok 7), przy którym siedziało z 10 osób zaopatrzony był w jedną butelkę wina. :D Każdy się na nią czaił ale nikt nie wiedział czy od tak sobie polewać czy czekać na coś innego. Ta butelka została rozlana w ciągu 30 min przez 4 osoby. No i co dalej?  Siedzieliśmy i czekaliśmy na jakiś znak, że można samemu coś innego brać z baru. Na szczęście podeszła wyżej postawiona koleżanka odpowiedzialna za to wszystko i rzuciła tekstem: "o nie macie już wina... przyniosę." Zagadałem ją czy można też piwo sobie wziąć z baru (bo nikt ust nie otworzył)- odpowiedziała, że tak. No i co? Ze mną przy barze już było 6 osób. xD Od tego się zaczęło... Kilka kieliszków wina, potem piwo i zabawa faktycznie się rozkręciła. Zdziwicie się ale wywijałem tyłkiem na parkiecie nawet! Kolega się pod barem przewrócił, ja wylałem szklankę soku na obrus gdy byłem pochłonięty tłumaczeniem czegoś. No było zabawnie. :)
Widziałem osoby, które nie piły alkoholu i przyznam, że wyglądały na zmęczone i nieśmiałe. Trzeba przyznać, że kilka łyków czegoś mocniejszego niż sok pomaga przełamać lody i wszelkie bariery. Wcześniej po prostu nie miałem okazji. Myślę też, że byłem bardziej śmiały dlatego, że 98% osób znałem. haha śmiesznie wyglądał mój szef, podpity na parkiecie.
Wiecie przy. której piosence porwałem się do tańca? :)


Do tej pory mam ochotę się bujać. :D Mam nadzieję, że nikomu nie wykręciłem ramion ze stawów. 
Tak czy inaczej, bardzo miło wspominam ten piątek. Cieszę się, że tam byłem i dziękuję organizatorką. <3