piątek, 8 kwietnia 2016

RANKING: AUTA

   Pomyślałem, że dawno nie było rankingu i tak się zastanawiałem o czym zrobić. Wypadło na samochody. Nie jestem wielkim miłośnikiem motoryzacji ale swoje gusta mam i takie chcę tu przedstawić. Skupiłem się na autach, które bez namysłu od razu bym wymienił, więc nie będzie ich dużo. :)

1. BMW X6

2. Mercedes Benz- Klasa A 180

3. Mazda MX5

4.Lexus RX-450

5. ...
Tak dla żartu... ;) Chociaż... jakby nie patrzeć na wygląd, całkiem inteligentne rozwiązanie.



niedziela, 13 marca 2016

CIEKAWOSTKA- ZESPÓŁ AUTOBROWARU

   

   Dziwnym zbiegiem okoliczności jest fakt, że postanowiłem napisać o ciekawym przypadku choroby zwanej- zespołem autobrowaru (różnie się na to mówi) pijąc... piwo. Na szczęście ja jestem całkiem świadomy tego, że dodaję sobie do krwi nieco %. Ludzie cierpiący na to schorzenie nie muszą pić alkoholu. Brzmi fajnie? Niekoniecznie i po obejrzeniu programu sam osobiście nie chciałbym się znaleźć na ich miejscu. Na czym polega ta choroba? Już objaśniam...
   Bohater programu cierpiący na zespół autobrowaru po spożyciu normalnego posiłku bogatego w węglowodany miał objawy jak po wypiciu alkoholu- kończyło się to nawet kacem. Biedak musi przestrzegać specjalnej diety by zminimalizować produkcję alkoholu w organizmie. Nazwa choroby nie wzięła się przypadkowo. Cały mechanizm powstawania alkoholu jest taki sam jak produkcja piwa. Główny udział mają w nim drożdże, które znajdują się w ludzkim jelicie cienkim. U osób dotkniętych tym schorzeniem jest ich nadmierna ilość. 
W skrócie, piwo = drożdże + cukier - fermentacja. Po zjedzeniu dużej ilości węglowodanów, duża ilość drożdży w jelicie robi swoje, łączą się one z cukrami tworząc alkohol, który przez ściany jelita dostaje się do krwioobiegu (zaraz co ja widzę... podkreśliło mi na czerwono słowo krwioobieg? - proszę... blog nie zna tego słowa?!) i człowiek się upija. Fajnie brzmi? Kurde niekoniecznie...
Pomyślcie tylko, codzienny kac, pijaństwo, brak równowagi i koncentracji. Tak nie można funkcjonować. Dlatego jest specjalna dieta, która eliminuje nadmierne ilości cukrów. Ale tyle sobie odmówić... tyle pyszności. Z tego co bohater programu mówił, zjedzenie pizzy równała się z wypiciem 2,5 butelek wina. Gdyby tak jeść normalne posiłki, to biedak by się czuł jak po wypiciu... ojej wolę nie wspominać co by czuł następnego dnia. 
   Zapewne jak w programie, kilka osób by pomyślało, że to super. Zje kanapkę i ma odjazd. Wyobrażacie sobie coś takiego na w pracy? Ja wyobraziłem... Albo prowadzenie samochodu, nic nie można tak na prawdę zrobić z rozsądkiem. 
Lepiej już mieć stan upojenia alkoholowego pod kontrolą. :) 
PS. Tak jak baterię telefonu, która nie rozładuje się podczas rozmowy- prawda? Pozdrawiam Cię jak obiecałem Pani Ado.

środa, 2 marca 2016


   Od czego by tu zacząć... Ostatniej nocy miałem kilka epizodycznych i krótkich snów. Pamiętam dwa z czego jeden na tyle tylko by wspomnieć o co w nim chodziło. Drugi podobał mi się najbardziej i nieco więcej mogę o nim opowiedzieć. Wspomnę najpierw o tym krótszym.
Ten sen nawiedza mnie przynajmniej trzy razy w roku. To nie wiele ale jest dziwnie nieprzyjemny. W tym momencie wydaje mi się błahy, jednak we śnie nie był... sam nie wiem dlaczego tak to działa.
Byłem uczniem liceum i miałem właśnie wracać do szkoły... ale tak jakby po tym etapie życia, w którym teraz jestem. Zdawało mi się, że całe moje dotychczasowe życie i praca były snem. Możecie sobie wyobrazić jaki byłem zrezygnowany... niedowierzałem. Oczywiście byłem spóźniony na zajęcia, nie wiedziałem jakie mam przedmioty i wszystko w ciemno. Jestem punktualny i dokładny dlatego takie coś było dla mnie nie do pomyślenia. Stresowałem się okropnie i bezskutecznie próbowałem się skupić i zebrać do wyjścia. Ciągle po coś wracałem wiedząc, że czas ucieka. O wiecie co... teraz wiem do czego porównać to uczucie. Pewnie większość z Was miała taki koszmar, w którym ucieka przed czymś ale tak na prawdę nie oddala się, pozostaje w miejscu. To takie właśnie uczucie- chcieć, a nie móc. Ostatecznie nie udało mi się nic z tym zrobić i albo się na krótko przebudziłem, albo przeszedłem płynnie do kolejnego snu. No i właśnie...


Poznajcie? Kiedyś mi się bardzo podobała. Właśnie ta aktorka była bohaterką mojego snu. Przedstawiał on pewna scenę. Zaczęło się tak po prostu, bez wprowadzenia. Znajdowaliśmy się w jakimś mieszkaniu, ja stałem na końcu pokoju, a ona udzielała wywiadu. Obok niej stał mój kolega z pracy i... trzymali się za ręce. Boże jaki ja byłem wściekły widząc ich dłonie splecione razem. Przeglądałem się im jak lew, który zaraz rzuci się na ofiarę. Patrzyłem to na nią, to na niego, później wbiłem wzrok tylko w ich dłonie. Pamiętam, że we śnie aż zgrzytałem zębami. Wywnioskowałem jedno... we śnie łączyła mnie z nią jakaś relacja. Nie wiem czy to było na zasadzie romansu czy też byłego związku. Kochałem ją i dam nie byłem jej obojętny. Gdy zobaczyła, że ich widzę to zaraz puściła jego dłoń i wyglądała na zmieszaną. Spojrzałem na nią i pokiwałem tylko głową. Wyszedłem do drugiego pokoju i będąc odwrócony tyłem do drzwi patrzyłem w ciemność za oknem. Wtedy poczułem jej dłonie na plecach. Przyszła za mną i próbowała coś wyjaśniać, ja nie chciałem jej słuchać. Odsunąłem się ale ona znów się zbliżyła. Wtedy wszedł on... Spytał co się dzieje ale łagodnie, nie był bowiem świadomy, że darzymy się uczuciem, choć jej były dla mnie wątpliwe... w końcu była z nim. Powiedziałem mu, że nic się nie stało, że tylko się w nich wpatrywałem i oczywiście... że ma prawo trzymać ją za rękę. On wtedy na to, że owszem, ma do tego prawo... tak samo jak do czegoś innego co przetestuje w nocy. Wybuchnąłem gniewem jeszcze bardziej i wtedy nie wytrzymałem- uderzyłem go pięścią w twarz.
Niestety niczego więcej nie miałem przyjemności ujrzeć we śnie. Jednak był on niezwykły. Naprawdę czułem to uczucie, ten gniew i jej zakłopotanie. Wgl. przez myśl by mi nie przeszło, żeby taka znana osoba zwróciła na mnie uwagę. We śnie przejęła się moim bólem i czuła się winna. A on... oberwał przez moją zazdrość. 
Dziś w pracy miałem dziwne tiki nerwowe jak zobaczyłem tego kolegę... dziwne. Hah oczywiście żartuję ale cały sen miałem zaraz przed oczami... ciekawy sen i moim zdaniem scena wyjęta z filmów romantycznych.
Chcę takich więcej...

wtorek, 1 marca 2016

ULUBIONE SCENY Z TVD

   Tak jak zapowiedziałem, jest kolejny wpis. Trochę się naszukałem moich ulubionych scen i zapewniam Was, że to nie są wszystkie. Znalazłoby się jeszcze kilka, ale te utknęły mi głęboko w pamięci. W większości są to smutne sceny, bo takie właśnie chwytają mnie za serce. A wszyscy wiemy, że jak coś chwyci za serce to mocno trzyma.
Przy niektórych scenach prawie uroniłem łzy, tak się wczuwałem w relacje między postaciami...
Wkleiłem hiperłącza, które przekierują na YouTube gdzie są poszczególne fragmenty z serialu.
Chętnie dowiem się jakie sceny spośród tych tutaj Wy lubicie najbardziej. :) Oczywiście tyczy się to tych, którzy oglądają Pamiętniki Wampirów.
Zapraszam!













Z danej chwili...

Cześć wszystkim! Przedarłem się przez mocne pajęczyny ale udało mi się w końcu tutaj dotrzeć. Po długim namyśle postanowiłem to i owo tutaj dodać. Nie będzie dużo wpisów bo aż... raz... dwa... tak, trzy wpisy. :) W sumie już dwa bo ten jest pierwszy. Wprawdzie mniej tematyczny ale "Z danej chwili..." też się przecież liczy.
Niedawno wróciłem do domu po pracy, zjadłem obiad i od razu sobie przypomniałem. W duchu sobie obiecałem, że coś Wam tutaj wrzucę, myślałem o tym już wczoraj ale nie chciało mi się włączać komputera. Dziś się zmobilizowałem. Oba wpisy będą o tym samym tzn. (no ok napiszę) o Pamiętnikach Wampirów. W pierwszym postanowiłem dodać swoje ulubione sceny z serialu, a drugi będzie ode mnie wymagał nieco więcej pracy. Kurcze... i tak sobie myślę, że źle napisałem. Dziś tego drugiego nie dodam. Chcę zrobić krótki filmik z odcinków i trzeba je pobrać. Sama robocizna nie będzie długa, w jedno popołudnie powinienem się wyrobić. Nie wiem jak mi pójdzie zbieranie materiałów. Zobaczymy... Najpierw prostszy post!

sobota, 6 lutego 2016


   Wiecie... piszę ten post z przekonaniem, że przeczytają to może 3 osoby. Pomyślałem jednak, że warto, chociażby właśnie dla nich. Wiem, że mogłem zawalczyć o większą liczbę czytelników, ale w prowadzeniu bloga na pewno nie o to chodzi, nie o pisanie na siłę. Po prostu nic się takiego nie dzieje, nie mam o czym pisać no i nie miałem ostatnio snów, które mógłbym opowiedzieć... do dziś.
Poprzedniej nocy również miałem sen ale nie zdecydowałem się na napisanie o nim ponieważ nie był on szczególnie rozwinięty i mało z niego pamiętam. Ten najświeższy też obszerny nie był, ale spodobała mi się w nim jedna scena. :) Jaki to ja byłem mądry w tym śnie... a było tak...
   Przejdę do głównego wątku, bo początku naprawdę nie pamiętam. Moja mama została porwana przez porywacza, który wyglądał jak Joker z Batmana. Wiem... dziecinne, ale tak było. Zabrał ją na dół, do piwnicy w naszej kamienicy (rymuję). Chciałem oczywiście jej pomóc jak najszybciej. Zszedłem na dół i zacząłem jej szukać, na moje nieszczęście w naszej piwnicy jest kilka pomieszczeń zabitych deskami, zamkniętych na kłódkę. Sprawdziłem każde "drzwi" i szukałem przy pomocy latarki mamy. Między deskami były centymetrowe szpary więc było to możliwe. Gdy wreszcie ją znalazłem próbowałem otworzyć drzwi, na próżno... miały kłódkę. Powiedziałem, że jej nie zostawię i żeby jeszcze trochę wytrzymała.
Schowałem się w jednej z uliczek piwnicy z planem. Wkrótce musi po nią wrócić, musi tu zajrzeć i tak się stało. Łotr o twarzy Jokera zszedł po schodach i ruszył do pomieszczenia gdzie ukrył mamę. Otworzył drzwi i ją chwycił. Pociągną za sobą i powiedział "idziemy". Obserwowałem wszystko z ukrycia i specjalnie nie ruszyłem naprzód. Pomyślałem, że gdybym teraz wyskoczył to mógłby ponownie ją szybko zamknąć i w razie gdybym przegrał walkę ona wciąż byłaby zamknięta.
A tak... wyszedł z nią po schodach na klatkę schodową, wtedy szybko ruszyłem za nimi. Wyszedłem z piwnicy i rzuciłem się na niego. Walczyliśmy i zapewne jak się domyślacie wygrałem. Uderzyłem go w głowę kamieniem, który przytrzymywał drzwi przed zamknięciem się. Stracił przytomność, a mama była wolna. Udało mi się i innego scenariusza sobie nie wyobrażam, nawet jeśli to był tylko sen, krótki sen.
   Czekam na kolejne bo chociaż w moim życiu nic się nie dzieje to nocą coś może. :)

czwartek, 31 grudnia 2015

PODSUMOWANIE ROKU 2015

   Słowem wstępu chciałem napisać, krótkie z danej chwili... siedzę w domu sam z babcią i absolutnie nie cieszę się z tej nocy. Nie bawię się i po prostu nie znoszę Sylwestra. Tyle... miało być krótko więc jest.
   Osoby, które dzielnie śledzą mojego bloga pamiętają, że dokładnie rok temu napisałem własne życzenia noworoczne. Nadszedł czas bym podsumował ten rok i sprawdzę co się spełniło/zmieniło. a co nie. Przekonajmy się! Najpierw wrzucę wszystkie życzenia, pod nimi dodam odpowiedź jak faktycznie było. Zaczynamy.

1. Pragnę przez kolejny rok była ze mną cała rodzina w komplecie.
- na szczęście tak też się stało. <3
2. Chcę by każdemu dopisywało zdrowie.
- przeziębienia itp. były ale to chyba normalne, poważniejszych chorób nie było.
3. Bym nie kłócił się tak bardzo z ojcem. (on z resztą rodziny też).
- aż takich ostrych kłótni nie było, pojedyncze (z fochem na kilkanaście minut, kilka godzin owszem)
4. By ojciec tyle nie pił.
- eh... pije tyle samo
5. Żebym nie stracił kontaktu z osobami, na których mi zależy.
- straciłem niestety kontakt z kilkoma osobami
6. Odnosząc się do punktu wyżej: chcę by Ada była tą samą dziewczyną co jest teraz i by się nie  zmieniała. By Monika... znalazła kogoś lepszego ode mnie i by on zapewnił jej szczęście, którego w tym roku (a przynajmniej pod koniec) nie zaznała. Przepraszam.
- Ada jest tą samą dziewczyną co była, może troszkę bardziej maruda się zrobiła. ;p Monika... nie wiem w końcu czy kogoś ma czy nie. W pewnym momencie byłem przekonany, że ma.
7. Życzę sobie by ten rok był dla mnie łaskawszy jeśli chodzi o ból. Nie chcę go już tak odczuwać. Mam dość bólu głowy, nerek, brzucha dziwnych napadów gorąca i niepokoju.
- tutaj nic się nie zmieniło, no może w drugiej połowie bolała mnie mniej głowa
8. Pragnę by w pracy układało mi się tak dobrze jak do tej pory i bym się w niej nie stresował.
 To samo tyczy się mojej siostry- bo jak ja zaczęła w tym roku swoją pracę.
- w pracy jest ok. Wiadomo są momenty "grozy" ale chyba w każdej robocie tak jest. Siostry tyczy się to samo.
9. Życzenie dla Dropsia: by był nadal kochanym ptaszkiem i żeby nie był tak złośliwy rano gdy w łóżku leżę. Niech żyje jak najdłużej.
- moja ptaszyna jest tak samo kochana jak była <3
10. By mama się tak nie denerwowała i by miała mniej na głowie.
- chyba nadal się denerwuje, w pracy ma różne stresujące sytuacje i w domu jest też nerwowa, czasami niepotrzebnie, ale już wpływu na to nie mam. Taka po prostu jest.
11. Życzę sobie wygranej w lotto- w grę, w którą zacząłem namiętnie grać.
- nie wygrałem i przestałem grać. ;p
12. Chcę się mniej smucić.
- smucę się tak samo, nie raz moczyłem poduszkę
13. Latem jeśli mogę prosić... o mniejszy upał, 26 stopni w słońcu styknie. (max)
- tu mi lato na złość zrobiło... kurde 40 stopniowe upały! Okropność :/
14. Żeby moi czytelnicy się nie zawiedli czytając bloga. <3
- nie zawiedliście się co? Fakt... rzadko piszę.
15. Pragnę też przeprosić wszystkich tych, których w starym roku zasmuciłem i obraziłem. Dlatego w tym miejscu moim życzeniem jest otrzymanie ich wybaczenia.
- od kilku osób je otrzymałem <3
16. Chcę nadal poznawać na asku cudownych ludzi! Pozdrawiam: Martę, Panią Tolerancyjną, Marcina, Żelka, Marcela, Julkę, Natalię, Rudą, Dominika... a no niech będzie Arcyksięcia oraz wszystkich tych, których nie wymieniłem, a których mam na gg.
- tu się nie powiodło, tracę kontakty, nie poznają już tylu osób. Z tych co wymieniłem zostały 2 osoby.
17. To życzenie jest skryte głęboko w sercu bo gdzieś tam... chcę znaleźć drugą połowę, która będzie mnie wspierać, kochać i która stanie się większym sensem życie, którego nie mam.
- chyba wszyscy znamy odpowiedź na to pytanie
18. Chciałem dobić do 20 punktu ale Ada mnie popędza i w sumie... nie wiem co jeszcze mógłbym napisać.
- teraz też jest podobnie heh ale nie popędza, wpadła na pomysł z tym wpisem

Cytat ze starego wpisu: "Zdaję sobie sprawę, że to nie tylko życzenia ale też wszystko to co bym chciał zmienić. Dużo chcę, a nie zawsze wszystko można. Napisałem to co przyszło mi na myśl jako pierwsze. Gdybym się zastanowił pewnie wyszłoby więcej podpunktów. A nie... czekajcie..."
 
20. W imieniu wspomnianej Ady: chcę dla niej gwiazdkę z nieba.
- nie dostałem dla niej gwiazdki z nieba, sama się nią stała

poniedziałek, 28 grudnia 2015


   Tak się składa, że poprzedni wpis był tej samej tematyki - sen. Ubiegłej nocy śnił mi się co najmniej dziwny (jakbym ja miał normalne sny...). W tej chwili nie wydaje mi się on tak straszny, ale jak o zwykle bywa gdy znalazłem się w takiej. a nie innej niecodziennej sytuacji miałem pietra. Obudziłem się z przyspieszonym biciem serca i było mi gorąco. Opowiem o tym co widziałem pod zamkniętymi powiekami.
   Sama lokalizacja miejsca, w którym toczyła się akcja dowodzi na to jak bardzo szalony mam umysł. Towarzyszyły mi tłumy ludzi, dokładniej były osoby ze szkoły, moja dawna klasa i inne. Na pierwszy rzut oka wyglądało to jak zwykła szkoła (bo tyle osób w młodym wieku) ale oczywiście nie do końca tak było. Całe wnętrze budynku wyglądało jak moja praca, tj. korytarze, pomieszczenia, laboratoria, nawet winda i schody. Tak jakby szkołę przenieść do budynku firmy. Trzecią dziwną rzeczą było to, że cały kompleks znajdował się... w kościele mojej parafii. Jak się obudziłem i myślałem o tym to aż sam siebie zadziwiłem. Co ja potrafię ze sobą poplątać. Osoby ze szkoły, w pomieszczeniach z pracy, w budynku kościoła. Paranoja... No ale do rzeczy, bo się rozpisałem.
Z początku nic takiego się nie działo, zwyczajna rutyna. Nagle zawyły syreny do ewakuacji, zrobiło się zamieszanie, dlaczego? Ogłoszono, że w budynku pojawiły się... uwaga, proszę się nie śmiać- Welociraptory. Tak dla wyjaśnienia jakby ktoś nie oglądał Jurassic Park:


Całe stado dostało się do budynku. Wszyscy zaczęli uciekać, oczywiście nasz dział/klasa- nie wiem jak to ująć... był najwyżej umieszczoną grupą, na najwyższym piętrze. Nie nie wiem co mi do głowy strzeliło by dokończyć to co miałem do roboty, czyli wywiezienie na wózku pustych butelek zwrotnych. Z koleżanką pomyśleliśmy, że skoro i tak na dół musimy się dostać to zawieziemy i te butelki do magazynów w podziemiach. Chwyciłem za wózek, a koleżanka miała otwierać drzwi. Podeszłą do pierwszych ale znieruchomiała. Wychyliłem się i zobaczyłem przez przeszklone drzwi Welociraptora, który "kukał" do środka. Serce podeszło mi do gardła, już myślałem o najgorszym gdy nagle usłyszeliśmy ich nawoływanie- bardzo charakterystyczne...


Jaszczur wycofał się, a my uszliśmy z życiem. Wyszliśmy z pomieszczenia na korytarz i dalej na klatkę schodową gdzie było pełno spanikowanych ludzi. W końcu zostawiliśmy naszą robotę i postanowiliśmy uciekać, jak najdalej od tego miejsca. Wybiegliśmy z kościoła. Przed gł. wejściem zebrał się już spory tłum ludzi nie wiedzących co robić. My również stanęliśmy i zwątpiliśmy co dalej. W pewnym momencie mój wzrok przykuło coś wyżej. Spojrzałem w górę na wyższe piętro, widziałem w oknach świecące się światło i pełno osób. Stali przy oknach i w wielkim zdenerwowaniu wymachiwali rękoma. Pomyślałem, że wołają o pomoc, że stado dostało się na ich piętro- taką miałem myśl, że giną. W pewnej chwili ktoś otworzył okno... To pułapka! - krzyknęła znajoma z okna. Zwątpiłem, faktycznie na zewnątrz było za cicho i za spokojnie. Te bestie pozwoliły nam wyjść na zewnątrz, były wszędzie dookoła, otoczyły nas na otwartej przestrzeni. Podaliśmy się im jak na tacy. Nie widzieliśmy ich, bo one chowały się wszędzie, po prostu to przeczuwaliśmy. Ludzie z okna widzieli wszystko, nie można było im nie ufać. 
Chwyciłem koleżankę za rękę i powiedziałem, że musimy się stamtąd wynosić, teraz! Pobiegliśmy na drugą stronę ulicy i kazałem jej się wspiąć na słup, taki na którym się reklamy wiesza. Był porośnięty jakimś bluszczem. Skryliśmy się w nim by nie zwracać na siebie uwagi i czekaliśmy... Wtedy... zacząłem się budzić (cholera jasna). W takim momencie... nie wiem jak się to wszystko skończyło i wiecie co... we śnie wiedziałem, że się budzę. Czułem to, byłem jedną nogą w tamtym miejscu i jedną nogą u siebie w łóżku. Miałem wrażenie, że mam nad tym kontrolę, że mogę wybrać gdzie chcę być, ale ostatecznie odpłynąłem i otworzyłem oczy. Byłem wypełniony emocjami, tak jak we śnie. Ten moment oczekiwania, niewiedzy i zwątpienia - co dalej... przeniósł się na mnie do świata rzeczywistego. Z jednej strony chciałem wszystko dokończyć i przekonać się jaki był koniec. Niestety nie było mi to dane. Szkoda... 
Z filmu wiem, że ten gatunek dinozaurów był jednym z najbardziej rozwiniętych umysłowo stworzeń w tamtych czasach i taka pułapka dla niech to pestka. Nawet we śnie były mądre. Kluczowy był jeden moment: jeden osobnik, który się czaił przez szklane drzwi wydał z siebie ten dźwięk. Wtedy doszły do porozumienia, któryś z nich zwołał wszystkich i zastawiły na nas pułapkę. To było pewne.

   Nie powiem, choć sen nie należał do przyjemnych to podobał mi się. Był dziwny i może dla niektórych dziecinny, ale moim zdaniem... był przede wszystkim mądry. Idealnie zobrazował inteligencję tych stworzeń. 



sobota, 5 grudnia 2015


   Sen po śnie? Dlaczego nie. Tak się złożyło, że sąsiadujące ze sobą wpisy dotyczą moich snów. Ubiegłej nocy miałem całkiem przyjemny, ciekawi i co za tym idzie krótki sen. Po przebudzeniu czułem się... cudownie, aż się pod nosem uśmiechnąłem. Z początku sądziłem, że sobie po prostu o tym myślałem- bo przebudziłem się nad ranem. Zdałem sobie jednak sprawę, że to mi się śniło...
   Tradycyjnie to najmniej istotne nie jest zapamiętane dokładnie. Znalazłem się nad jeziorem, a dokładniej na takim jakby klifie, bo jezioro obserwowałem z góry. Dopiero do niego zmierzałem wraz z kilkoma bliżej mi teraz nie rozpoznanymi (znajomo ze szkoły czy coś takiego- nie pamiętam). Spojrzałem na plażę i obserwowałem pewną dziewczynkę, która bawiła się w wodzie. Nic niezwykłego gdyby nie fakt, który zapewne uznacie za śmieszny. Na brzegu, na płyciźnie wylegiwał się wąż. We śnie uznawaliśmy go za boe, jednak sam wiem co widziałem we śnie i sprostuję to. To była anakonda, olbrzymia! Dziewczynka pływała i na jej nieszczęście wąż się nią zainteresował. Krzyczałem by wychodziła z wody ale ona spanikowała, nie wiedziała co ma robić. Anakonda ruszyła w jej kierunku, a ja zacząłem robić hałas z nadzieją, że się przestraszy. Na nic się to zdało. Wąż zaczął podpływać do dziewczynki, okrążył ją, ale nie atakował, przymierzał się. Dziecko dopływało do brzegu gdy wąż zbliżył się do niej na niebezpiecznie bliską odległość. Zareagowałem i chwyciłem co miałem pod ręką... był to jakiś badyl (patyk) i rzuciłem nim w węża. O dziwo się wystraszył i odpłynął. Dziewczynka dotarła do brzegu i zaczęła się wspinać po klifie. Zatrzymała się na "półce skalnej". Zszedłem po nią, wtuliła się we mnie, a ja spytałem- no i po co weszłaś do wody widząc, że ten wąż był na brzegu? A ona odparła: Bo tam dalej pływa łódź... i są na niej przystojni marynarze. Wiem, że może to się wydać śmieszne z ust takiej dziewczynki, ale coś takiego odpowiedziała. Ja wtedy odparłem: Przystojni panowie są nie tylko tam na łodzi... i się uśmiechnąłem, ona znowu mnie przytuliła. Chwyciłem ją i zabrałem z tamtego miejsca.
   Uroczy sen i po przebudzeniu uśmiech nie schodził mi z twarzy.

wtorek, 24 listopada 2015

POCIĄG WIDMO


   Biję sam siebie w duchu, że od razi nie napisałem tego co zaraz przeczytacie. Planowałem ten wpis już w sobotę, po tym jak w nocy to wszystko mi się przyśniło. Oczywiście teraz mam ogromną lukę w pamięci i mogę Was teraz zadowolić jedynie skrótami myślowymi. Na szczęście mam coś, co jest powiązane z tym snem i co możecie samo obejrzeć. Na pewno dokładniej Wam to wszystko zobrazuje niż moje chaotyczne pisanie. Ale spróbuję...
Zapewne wszyscy ci, którzy umieli już liczyć i pisać w latach 90 znali serial "Czy boisz się ciemności?". Otóż był to mój ulubiony seans, który leciał w tv jeszcze na kanale RTL7 (później TVN7). Nie mam pojęcia dlaczego fabuła jednego z odcinków śniła mi się właśnie w nocy z piątku na sobotę. W wielkim skrócie napiszę, że byłem jakby gł. bohaterem tego odcinka, albo obserwatorem całej akcji, która miała miejsce w... pociągu / kolejce elektrycznej. Zabawne? No nie do końca bo jak sami obejrzycie (mam nadzieję) odcinek to się przekonacie, że to mało przyjemne.
We śnie wyglądało to bardzo podobnie. Jechałem pociągiem, nie był on przeludniony ale kilka osób siedziało ze mną w wagonie. Żaden z nich się specjalnie nie poruszał, nic nie mówili. Jeden starszy pan czytał gazetę, inni wpatrywali się w okna. Zupełnie jak lalki. Sprawiali dziwne wrażenie i czułem się nieswojo. Oczywiście cała droga trwała kilka ładnych minut snu, przynajmniej tak mi się zdaje. Kulminacyjny moment był wtedy, gdy po powrocie do domu zacząłem sprzątanie. Odkopałem stary kufer z moimi zabawkami. W dłoń wpadła mi kolejka elektryczna, a raczej jej poszczególne wagony. Przyglądałem im się uważnie, zdmuchnąłem resztki kurzu i co ujrzałem? Przez okienka wagonu dostrzegłem figurki pasażerów, które przecież wcześniej też tam były. Nie byłoby to szokujące gdyby te osoby nie były właśnie tymi pasażerami, których widziałem tego samego dnia jadąc pociągiem. Znajdowali się w tych samych pozycjach i byli identycznie ubrani. Obie wersje postaci tak samo nieruchome, bez życia... To było nie do pomyślenia i pamiętam, że we śnie nie wiedziałem co robić i co o tym wszystkim myśleć.
Pamiętam, że zaraz po tym odkryciu się obudziłem. O to właśnie chodziło w tym krótkim śnie, właśnie o ten wątek. Brakowało tu konkretnej fabuły, z resztą... chyba w większości moich snów wyraźny jest jeden element, który zapamiętuję. Pomieszałem? Nie jest to tak bardzo skomplikowane chyba. Zachęcam Was do obejrzenia tego odcinka. Trwa ok. 25 min. ;) Nie zaliczam tego do najstraszniejszych horrorów ale tak jak mój sen, serial można nazwać dreszczykiem. Polecam!

Poniżej link do odcinka: